Dobra ekranizacja słabej fikcji (cz. 9)

Po raz kolejny zakładam kontynuację tego tematu. Jego poprzednie części osiągnęły sumarycznie niemal 9 000 postów. Licząc z tematami pomocniczymi (jak np. „Biblia w 5 minut”), ta dyskusja liczy kilkadziesiąt tysięcy postów. Jeśli nie jest to najpopularniejszy temat w historii Filmwebu, to na pewno jest on w ścisłej czołówce.

Linki do poprzednich części (również tych niedokończonych z powodu usunięcia ich przez moderatorów, który nie do końca rozumieli pełnioną przez siebie rolę) znaleźć można pod koniec Spisu Treści: http://www.filmweb.pl/user/impactor

★★★

Zapraszam i Ciebie, czytelniku, do udziału w tym temacie. Udziału przybierającego jedną z dwóch form:

➊ Pasywnej.
Możesz być jego biernym czytelnikiem. Aby Ci w tym pomóc, po kliknięciu na moim nicku znajdziesz szczegółowy (choć niepełny) spis treści: http://www.filmweb.pl/user/impactor

Zawiera on podstawowe informacje (poczynając od wyjaśnienia pojęć ateizm, agnostycyzm i teizm), przez omówienie poszczególnych argumentów wysuwanych na poparcie tezy o istnieniu boga (głównie biblijnego Jahwe), aż po nagranie dyskusji z księdzem doktorem z Papieskiego Uniwersytetu, specjalizującego się w historii starożytnej.


➋ Aktywnej.
Możesz też być jego aktywnym, wypowiadającym się uczestnikiem. Jeśli masz coś wartościowego do napisania, to gorąco Cię do tego zachęcam. Szczególnie, jeśli wierzysz w jakiegoś boga. Odpowiedz po prostu na pytanie:

–----------------------------------------------------- ----------------------------------------------------
„W jakiego boga wierzysz, i dlaczego uważasz obiekt swojego wierzenia to za prawdę.”
–----------------------------------------------------- ----------------------------------------------------

Możesz też odnieść się do poruszanych wcześniej kwestii (np. tych widniejących w spisie treści), klikając Odpowiedz w pierwszym poście wątku.


★★★


▼▼▼ Dlaczego temat zdobył taką popularność? ▼▼▼

Są tacy, którzy stwierdzą, że z powodu jego kontrowersyjności. Po części jest to prawdą. Tylko co to mówi o społeczeństwie, w którym za kontrowersję uznaje się cytowanie Biblii, oraz przedstawianie logicznie spójnych argumentów bazujących na faktycznych założeniach? Co to mówi o ludziach, jeśli bulwersują ich fakty i ich merytoryczna analiza?


Ale poza powyższym - a nawet przede wszystkim – ten temat to cenne źródło rzetelnej i demonstrowalnie prawdziwej informacji. Informacji szczególnie cennej dla ludzi wierzących, ponieważ są oni aktywnie pozbawiani dostępu do tej informacji:

➤ duchowni pozbawiają wiernych dostępu do Biblii poprzez serwowanie im jedynie jej wybranych, bezpiecznych fragmentów, które nie naruszają (niezgodnego z Biblią) „image” chrześcijańskiego boga, wytworzonego głównie w ciągu ostatnich dwóch wieków z powodu presji zachodniej cywilizacji humanistycznej. Tymczasem jeśli Biblia jest Słowem Bożym, każdy powinien znać jego całość.

➤ apologeci pozbawiają wiernych konieczności samodzielnej oceny pozostałych fragmentów, usprawiedliwiając zaprzeczanie wprost tekstowi biblijnemu „interpretacją”, przypisami i modyfikacją. Apologeci podrzucają też wiernym filozoficzne argumenty, które nie sprawią że ktokolwiek w boga uwierzy, ale pozwolą ludziom już wierzącym wiarę w tego boga umocnić. Oczywiście pod warunkiem, że będą oni całkowicie ślepi na gargantuiczne i wielopoziomowe błędy logiczne, z których każdy taki argument jest zbudowany

➤ indoktrynacja religijna (najpoważniejszy problem) pozbawia wiernych zdolności do użycia swojego własnego intelektu do oceny walentności (czyli poprawności, zasadności, spójności i prawdziwości) twierdzeń religijnych. Religia uczula wiernych przeciwko krytycznemu myśleniu, przeciwko logice i przeciwko wiedzy – czyli przeciwko wszystkiemu temu, co jest niezbędne w procesie rzetelnego i niezawodnego dochodzenia do prawdy.


Tylko dlaczego? Czy twierdzenia walentne, poprawne i zgodne z rzeczywistością mają się czego bać, jeśli podda się je krytycznemu myśleniu i analizie popartej rzetelną wiedzą? Oczywiście, że nie! Takim twierdzeniom może to tylko pomóc.
Więc jakim twierdzeniom pomaga niewiedza, ignorancja, niezdolność ich krytycznej oceny i brak samodzielnego myślenia? Odpowiedz sobie sam, czytelniku.


Niewiedza jest więzieniem umysłu. Niezdolność krytycznego myślenia jest strażnikiem celi. Wiara jest tego więzienia nadzorcą.



Ten temat jest odpowiedzią na bardzo ważne, lecz jakże proste pytanie:

–----------------------------------------------------- ------------------------------------------------------------ ----------
„Czy istnieją jakiekolwiek dobre powody do przyjęcia za prawdę twierdzenia o istnieniu jakiegokolwiek boga.”
------------------------------------------------------------ ------------------------------------------------------------ ----

Nie odmawiaj sobie zapoznania się z jego treścią nawet, jeśli masz odmienną opinię. Przecież jeśli Twoje wierzenie ma umocowanie w rzeczywistości, to analiza tejże rzeczywistości może to wierzenie tylko wzmocnić.

A przecież zależy Ci na utrzymywaniu wierzeń zgodnych z rzeczywistością, prawda?

13
                • Tak bardzo zaorał, że wymienił aksjomaty, które on sobie z góry jako widzimisię akceptuje i nazwał to jedynymi aksjomatami. I dziękuję dobranoc, jego aksjomaty mają każdego zobowiązywać.

                  Dodatkowo przypisał Michałowi Dyszyńskiemu "dowód na Boga", o którym Michał w ogóle nie mówił. Impactor stworzył karykaturę wywodów Michała i sobie to poobalał.

                  Z dyskusji z Fedorem też uciekł, wystarczyło lekko go pyknąć paluszkiem.

                • aksjomaty sie z góry, widzimisie, akceptuje. Taka natura aksjomatów.

                • Wystarczy kliknąć w link podany przez użytkownika DonMatch, a potem na pierwszy z góry temat po prawej stronie ("Czym jest ateizm"), zeby zobaczyć z czym mamy do czynienia. Jak ktoś lubi się ganiac w kółko w "nieskończoność" na poziomie definicji słowa "ateizm", to zapraszam;)

                  Panie Lewandowski... Będę okrutny i pozwole, aby zebrało mi się na pijackie wyznania wyznania, sorki mordko;*


                  Jako dzieciak razu pewnego obserwowałem mróweczki w lesie, będąc na wakacje u cioci na wsi.
                  -" Ech wy biedne głupiutkie mróweczki" - myślałem sobie - tak bardzo się męczycie dzień po dniu, pracując dla mrowiska, a w zimie wszyskie umrzecie. Bo tylko my-ludzie mamy przed sobą jakąś przyszłość, jakiś "WYŻSZY CEL" i tylko my nie umrzemy całkiem. Kotki umrą pokolenie za pokoleniem, sarny, słonie i drzewa także. Wszystkie wy, głuptaski, męczycie się dla nas - ludzi, robiąc dla nas za tło właściwie, bo tylko nam przyobiecano..."

                  ...ale kiedyś tam później, gdy przypomniałem sobie tamte przemyślenia, doszło do mnie - SKĄD WIDOMO, ŻE MY NIE JESTEśMY JaK RESZTa życia na Ziemi?!" - I zacząłem pytać: rodziców, rodzinę, kolegów i koleżanki, zakonnice i księży, oraz księdza proboszcza z mojej parafii. Nikt nie powiedział mi nic sensownego - potem czytałem, pytałem dalej i dyskutowałem., I NIC Z DO TEJ PORY?!"

                  Może ty coś wiesz na ten temat? - Umrzemy jak mróweczki, czy oprócz czczej wiary i urojeń, jest jakiś wiarygodny argument za "niewidzialnym przyjacielem", który wyratuje nas z opresji?! Tylko nie kłam, jeśli potrafisz, bo pytam serio..!!??

                • Wytknął. "mimo to pośród setek jego artykułów nie znajdziesz ani jednego zarzutu względem ateizmu, który nie byłby projekcją cech teizmu na ateizm"

                  Tylko wg Ciebie, jak gość twierdzi, że 4+2=7, to dopóki Ty nie udowodnisz, że to się nie równa, to nie ma żadnych argumentów przeciwko. Innymi słowy, jak ty sam widzisz oczywistego głupka, to zaczynasz od razu poświęcać swoje wszystkie zasoby, cały swój czas i chęci, na dyskusję z tym idiotą. Jestem pewny, że zawsze postępujesz w ten sposób gdy spotykasz gościa, który twierdzi, że pochodzi z Marsa. Zbierasz przez 6 tygodni swojego życia wszytkie naukowe fakty znane ludzkości na temat atmosfery Marsa, a potem, z dumą i pewnością oświadczaś przygłupowi, że na Marsie nie można oddychać.

                • No a przygłup i tak ci odpowie w stylu - A skąd wiesz, Byłeś tam?
                  Znasz tych naukowców? Jakie mają motywy? Czy czytasz i oglądasz właściwe źródła?
                  Albo CIA? Żydzi?
                  Oraz nieśmiertelne:
                  - to subiektywne.
                  I kultowe:
                  - to tylko teoria.

                • Przygłup nie jest winien, że jest przygłupem. Urodził się tam gdzie sie urodził, nie miał szans na rozwój z powodów społecznych, albo po prostu nie miał warunków biologicznych jak Forest. Ale trudno wymagać od człowieka, który przygłupem nie jest, w imiemiu choro pojętej internetowej tolerancji, żeby na oczywiste i szkodliwe absurdy odpowiadał wyłącznie w sposób zrozumiały i akceptowalny dla przygłupa. A to jest główny Wasz zarzut do Impactora tutaj, że Wam nie folguje. Tylko rozmawia z Wami na swoim poziomie, którego nie umiecie pojąć, bośta się wcześniej nie uczyli, nie czytali, ino zabawa Wam w głowach była, a jak się internet pojawił, to nagle Wam sie wydało, że możecie być jak Cyceron na Ateńskiej Agorze. A tak się nie da.

                • Chociaż tutaj się pomyliłem. Jest taka zmyślna i popularna teoria na świecie, która każe ci być winnym od samego początku...

                • na szczęście, filozowanie nie jest przywilejem profesorów, tylko od zawsze należy do wszystkich ludzi. Zatem i do Was - przygłupów ;)

                • Więc trochę nie rozumiem dlaczego złościcie się na Impactora? On Wam pozwala trochę pofilozować.

            • Byłeś bucem, jesteś bucem i bucem zostaniesz...bez względu na edukację którą zaliczyłeś...podobno, Twoim zdaniem

            • a tak do rzeczy Boga, o przepraszam boga nadal nie ma - czy może już Ci się objawił ???

              • Roger a słyszałeś o Stacji Ateizm?
                Tam można komentować na żywo, albo z nami pogadać na wizji w każdą niedzielę 18.00

                Znam twoje poglądy, ale idea jest taka żeby prowadzić dialog z osobami wierzącymi właśnie, co ty na to? Jestem jednym z prowadzących. Łap link, masz spację przed www

                https:// www.youtube.com/channel/UCf-7NgaRNxxHCQrroBQH9pQ

                • Widzisz - sęk w tym że dobrze i szczęśliwie żyje mi się z moją wiarą...W kilku trudnych momentach to ona właśnie w sensie dosłownym utrzymała mnie przy życiu. Tak że trochę szkoda mi czasu na przekomarzanie się z osobnikami z którymi nie znajduję i zapewne nigdy nie znajdę wspólnego języka.
                  P.S. Jezu ufam Tobie i tak już pozostanie do końca moich dni na tym łez padole

                • No cóż? W pełni rozumiem. Skala samobójstw na ziemi, tej ziemi, byłaby monstrualna gdyby nie racjonalizacja i wyparcie. Mnie ciekawi gdzie szukać wsparcia, gdy człowiek jest słaby i dojdzie do punktu, gdzie na skutek świadomego pojęcia iż od dziecka był oszukiwany straci sens życia. Pewne "kotwice" podaje Impactor, ale to czysta teoria, bowiem to trzeba świadomie zaakceptować.

                • Dla mnie "kotwicą" jest Jezus Chrystus - nie jakiś pier/r/d/olony impactor

                • Ja właśnie byłem w takiej sytuacji po odrzuceniu teizmu. Jako determinista i naturalista, z czasem znalazłem się w bardzo krytycznym położeniu życiowym, a nawet byłem bliski zejścia z tego świata, na skutek błędu naszej cudownej służby zdrowia.

                  Po tym wydarzeniu, wzmocnił się mój pogląd na związek przyczynowo-skutkowy i w rezultacie przyjąłem tezę o znikomym znaczeniu życia. Jednakże, jakiś czas potem "ciągnęło" mnie z powrotem ku teizmowi i twierdzeniom nadnaturalnym. Postanowiłem szukać boga i rozwijać się jako chrześcijanin.

                  Jakoś powróciłem tutaj, powróciły moje wątpliwości, i decyduję się tym razem posiąść wiedzę, oraz rozwinąć logiczne myślenie, racjonalność i merytoryczną analizę, aby nie skakać już tak po twierdzeniach, a trzymać się możliwie najbardziej jak się da prawdy.

                  Nie podoba mi się tylko stwierdzenie, że "Impactor podaje pewne kotwice". Rozmowy z Nim są bardzo rozwijające, promuje logikę i sceptycyzm. Jednak osoba racjonalna powinna nie przyjmować autorytetów i na bazie wiedzy i rozsądku się "zakotwiczać". Myślę, że naszemu gospodarzowi tego wątku, też chodzi przede wszystkim o to.

                • Myślę, że użytkownikowi Piotr_83 nie chodziło o kotwicę w postaci autorytetu, tylko rzeczy na które zwracałem uwagę, m.in.:

                  http://www.filmweb.pl/user/impactor

                  ⑳ * Cudowność i przykładowy sens istnienia we wszechświecie pozbawionym bogów i życia po śmierci. (post z 9 czerwca 2013 23:08)

                  ②① * "Nauka ocaliła moją duszę" - Piękno ateistycznego świata oraz ewolucja religii


                  Wszystko na bazie wiedzy i rozsądku.
                  I ze szczyptą ateistycznej duchowości ;)

                • Domyślam się, że o to chodziło, jednakże chcę uniknąć sytuacji, w której namaszczą Ciebie niedługo na "proroka", czy też nieomylny autorytet ;). W brew pozorom, walcząc z czymś usilnie, łatwo stać się czymś podobnym.

                  Poza tym, na pewno się zgodzisz, że przeczytanie krótkiego postu lub obejrzenie 10-cio minutowego filmu na YT, to wielkie skrócenie drogi i spłycenie problemu. Po co ograniczać innych? Nie lepiej namawiać, by zapuścili się we własną podróż, w poszukiwaniu wiedzy i sensu?

                  PS. Co masz na myśli mówiąc "ateistyczna duchowość"? :)

                  I swoją drogą! Czytałeś może coś z dość nietypowego w swych poglądach teisty: Anthonyego de Mello? Bo to stwierdzenie lekko mi się skojarzyło z tym, co ów pan proponuje.

                • Myślę, że wczytujesz w tekst Piotra coś, czego w nim nie ma – odwołania do autorytetu.
                  Nigdzie nie napisałem też, że na krótkim poście czy filmiku należy zaprzestać. To byłoby niedorzeczne.

                  Ateistyczna duchowość – poczucie piękna, elacji, uniesienia, jedności z wszechświatem itp. wywołana np. fragmentem symfonii, czy zadumą nad zdjęciami z teleskopu Hubble.

                  Nie znam pana de Mello.

                • Miałem na myśli linki do stowarzyszeń pomagających np byłym osobom duchownym w pogodzeniu się z faktem, że byli oszukiwani od dziecka, przez lata. Naprawdę niełatwo jest chwycić grunt w sytuacji, gdy zdajesz sobie sprawę ze skali manipulacji. Coś takiego wymaga gruntownego przemeblowania myślenia, nauczenia się czerpania radości z chwili, spojrzenia na świat z innej perspektywy. Myślę, że wielu ludzi ucieka w wierzenia ze strachu przed nicościa

                • Nie pisałem tego tylko w odpowiedzi na post Piotra, lecz w odpowiedzi na tendencję, jaka niekiedy usiłuje w tym wątku powstać.

                  Dobrym przykładem jest to, że ostatnią naszą rozmowę w tym wątku skończyłeś w lipcu bez odpowiedzi. Na maile, które są także w dużej mierze w TWOJEJ sprawie (organizowanej przeze mnie), na odpowiedź czekam tygodniami, natomiast kiedy chodzi o posty wpływające na Twój wizerunek, odpowiadasz niemal natychmiast.

                  Biorąc powyższe pod uwagę pozwalam sobie na czepianie się, bo jeśli jakieś zjawisko niekontrolowanie zaczyna się rozwijać, lepiej zawczasu alarmować, niż potem cierpieć, czyż nie?

                  ****

                  Troszkę sobie pogooglowałem o "Ateistycznej duchowości". Wychodzi na to, że wszyscy mamy pewne transcendentalne potrzeby, i możliwe że teizm rodzi się z niemożności zapełnienia tych potrzeb, np. ze względu na brak wiedzy. Nie wiem czy dobrze wnioskuję, muszę to przerobić jeszcze.

                  ****

                  Co do pana de Mello, znam go głównie z książki "Przebudzenie". Dość nietypowy teista, jezuita łączący mistykę chrześcijańską, wschodnią oraz psychologię i terapeutykę. Jego koncepcja boga była bardzo odległa, nieznana, nienazwana, i nie ma sensu się bogiem zajmować, ani nie jest on potrzebny do szczęścia (poważnie, w tej książce, stanowiącej zbiór jego rekolekcji padają takie stwierdzenia, podobnie jak można znaleźć krytykę pism świętych).
                  Skupiał się głównie na człowieku i jego problemach - dążenie do miłości jako sposobu bycia, odrzucenia fałszywych programów nadanych nam od dziecka i wiele innych.

                  Czasem się zastanawiam, jaką konkretnie rolę odgrywał w jego poglądach teizm.

                  Oczywiście skrytykowany przez Kongregację Nauki Wiary.

                • Po raz kolejny sądzę, że nadinterpretujesz, lub po prostu mylisz przesłanki.
                  W lipcu przestałem prawie w ogóle tutaj pisać z braku czasu. Natomiast nie czułem specjalnego parcia na ciągnięcie tamtej rozmowy, bo
                  - niewiele miałem tam do dodania,
                  - zaczęły pojawiać się wątki pokroju gaci
                  - odpowiedzi na Twoje dalsze pytania byłyby niewiele wnoszące - np. pytanie o prawdopodobieństwo zaniku teizmu czy kierowania się wierzeniami fałszywymi. Rozmowa zaczęła wchodzić na teren „o niczym”.

                  Co do maili, to nie sądzę żeby jakiś Twój email pozostał bez odpowiedzi. Sądzę też, że zauważysz że moje większe posty tutaj pojawiają się w tym samym czasie, co odpowiedzi do Ciebie. Wydaje mi się, że oczekujesz nast.
                  Zresztą skoro maile które wg Ciebie olewam są w mojej sprawie (debata), to trochę kłóci się to z tezą że dbam tylko o swój wizerunek, skoro debata na KUL byłaby raczej czymś przyczyniającym się do jego poprawy.

                  Może po prostu mam ograniczoną ilość czasu i muszę go rozdzielić na różne posty/artykuły/odpowiedzi i to co obserwujesz? Może to lepiej pasuje do tego, co obserwujesz?

                  Nie sądzę, by była potrzeba byś spełniał rolę mojej niańki.

                  ****

                  Duchowość ateistyczna – zgoda.

                  ****

                  Co do Mello – nie zaskakuje mnie to. Jezuici to najbardziej ateistyczny spośród odmian teizmu chrześcijańskiego.

                • Ale fajnie, że tu się coś ruszyło. Osobiście uważam, że wypowiedź Piotra 83 na temat szoku w momencie konieczności przewartościowania jest ok i nie tyczy się wyłącznie religii, ale w ogóle jest trafna. A jeśli ostatni akapit Impactora dotyczy Anthonego de Mello - to to jest ciekawa lektura na pewno. Osobiście - czytałem 2 razy. Pierwszy jak miałem 16 lat - myślałem wtedy, że jest myślowym faszolem. Jak czytalem drugi raz, to już myślałem, że się minął z powołaniem, bo myśli jak buddysta, a pisze jako spoko katolik. I to jest fajne - dzięki tej dyskusji sięgne trzeci raz i zobaczymy co teraz o tym myślę.

                • Myślał jak buddysta, bo był Hindusem z pochodzenia i żył tam. Łączył chrześcijańską mistykę, buddyzm i osiągnięcia nauk psychologicznych. Myślę, że droga, jaką proponował (no w zasadzie to było zerwanie z wieloma innymi drogami), ma szansę sprawdzić się u wielu ludzi.

                  Jeśli chcesz, daj znać, co tam po trzecim czytaniu zauważysz, bom ciekaw ;)

                • Co do lipcowego posta, proponuję w takich sytuacjach dawać do zrozumienia, że niema sensu ciągnąć wątku, co często robiłeś wcześniej w przypadku wielu innych postów i użytkowników. Poniekąd jesteś gospodarzem w tym wątku. Zapraszasz ludzi, przydzielasz miejsca, odpowiadasz na pytania, zakładasz bogaty spis treści, gdzie między innymi upubliczniasz najbardziej "zasłużonych". Kreujesz swoją markę, bo nie powiesz że nie. I od takiej marki wymagam, co jest komplementem.

                  Jednakże, była tam z jedna - dwie kwestie, które uważam, że dałoby się spokojnie rozwinąć.

                  Z mailem miałem na myśli to, że waga problemu jaka jest tam poruszana (debata naukowa), jest chyba ważniejsza, niż to czy odpowiednio zrozumiałem tekst Piotra, prawda? Mimo to, ten drugi wątek stał się aż za nadto gorliwy. Nie mów też że twierdzę iż te maile olewasz, bo nic takiego nawet nie sugerowałem.

                  Rozumiem również ograniczoną ilość czasu na odpisywanie, a do roli jakiejkolwiek niańki zaręczam, że nie pretenduję.

                  Tym razem to ja proponuję porzucić ten wątek, bo skoro tobie przeszkadza schodzenie na poziom gaci, to sygnalizuję z miejsca, że poziom nianiek stoi mniej więcej równie wysoko. Nie uważam też, aby rozwodzenie się nad naszymi prywatnymi wiadomościami, wizerunkami było sensowne, czy zgodne z tym, jak ten wątek do tej pory wyglądał, i jaki jest jego cel.

                  ****

                  Duchowość (ateistyczna i teistyczna) - skąd się zatem biorą takie potrzeby transcendentalne? Czy z rozbudowanej świadomości i ogromnego poznania, jakby "patrzenia nawet na siebie samego z trzeciej osoby i w kontekście"?

                  ****

                  Niemniej, Mello nie mógł całkowicie odciąć się od teizmu. Zastanawiam się, czy to dlatego, że w nim wyrósł/ wychował się, czy dlatego, że uważał, że jest on w jakiś sposób potrzebny.

                • ►►► Jednakże, była tam z jedna - dwie kwestie, które uważam, że dałoby się spokojnie rozwinąć.

                  Przywołaj je, proszę.


                  ►►► Z mailem miałem na myśli to, że waga problemu jaka jest tam poruszana (debata naukowa), jest chyba ważniejsza, niż to czy odpowiednio zrozumiałem tekst Piotra, prawda?

                  A odpowiedź na maila dostałeś przed czy po pojawieniu się odp do tekstu Piotra?
                  Bo jeśli moja skrzynka nadawcza nie kłamie, to chronologia wyglądała następująco:

                  20/10/17 14:49 - Mail do Ciebie
                  22/10/17 – pierwsze moje odniesienie w wątku tekstu Dawida...

                  … czyli DWA DNI po stosunkowo obszernej odpowiedzi na Twój email.

                  Więc nie bardzo rozumiem podwalinę Twojego zarzutu, że w pierwszej kolejności/bardziej zajmuję się pierdołami wizerunkowymi, a ważną sprawę olewam.

                  Innymi słowy: http://www.youtube.com/watch?v=ZH2lqwJr-7Y

                  :)

                  ►►► Nie uważam też, aby rozwodzenie się nad naszymi prywatnymi wiadomościami, wizerunkami było sensowne, czy zgodne z tym, jak ten wątek do tej pory wyglądał, i jaki jest jego cel.

                  Może się mylę, ale mam wrażenie że to Ty rozpocząłeś rozwodzenie się publicznie nad naszymi prywatnymi wiadomościami. <przewija kilka postów w górę> Tak, zdecydowanie mam takie wrażenie.


                  ►►► Duchowość (ateistyczna i teistyczna) - skąd się zatem biorą takie potrzeby transcendentalne? Czy z rozbudowanej świadomości i ogromnego poznania, jakby "patrzenia nawet na siebie samego z trzeciej osoby i w kontekście"?

                  Skąd się to bierze – to bardzo obszerny temat. Jest to konsekwencja komplikacji mózgu, której zaawansowany stopień generuje anomalie typu samoświadomość, a ta z kolei – m.in. potrzeby „transcendentalne”, które po części (tej teistycznej) nie są niczym innym, jak tęsknotą za tatusiem, kiedy stajemy się dorosłymi ludźmi, ale nie do końca dojrzeliśmy do bycia ostatnim ogniwem w hierarchii rodzinnej, które nie ma już u kogo się schować ani do kogo poskarżyć, kiedy trudy życia je przerastają.


                  ►►► Niemniej, Mello nie mógł całkowicie odciąć się od teizmu. Zastanawiam się, czy to dlatego, że w nim wyrósł/ wychował się, czy dlatego, że uważał, że jest on w jakiś sposób potrzebny.

                  Nie znam gościa, ale wiem jedno – potrzeba zagłuszenia dysonansu poznawczego to coś, dla zagłuszenia czego ludzie inteligentni są w stanie góry przenosić.

                • >>>20/10/17 14:49 - Mail do Ciebie
                  22/10/17 – pierwsze moje odniesienie w wątku tekstu Dawida...

                  … czyli DWA DNI po stosunkowo obszernej odpowiedzi na Twój email.

                  No chłopie... Jak mogłeś odpowiedzieć na posta przed 22.10, skoro on napisany był właśnie tego dnia? (zresztą godzinę przed Twoją odpowiedzią). Podobnie kolejna odpowiedź, znalazła się godzinę po mojej. Porównując to, do odpowiadania na maile po przedziale czasu tydzień - dwa tygodnie, sam odpowiesz sobie skąd ten zarzut.

                  Nie czepiam się powolnego czasu odpisywania, wiem, że możesz być zajęty. Zastanawiam się tylko nad schematem i celowością Twojego działania.

                  >>>Innymi słowy: http://www.youtube.com/watch?v=ZH2lqwJr-7Y

                  Niestety, w tym momencie mam na mieszkaniu problemy z internetem i youtubowych linków odpalić nie mogę. Dużo tracę? Bo jeśli tak, odpalę linka w innym miejscu.

                  >>>Może się mylę, ale mam wrażenie że to Ty rozpocząłeś rozwodzenie się publicznie nad naszymi prywatnymi wiadomościami. <przewija kilka postów w górę> Tak, zdecydowanie mam takie wrażenie.

                  Ach tylko "ty" i "ty" :). Jak przyjemnie się słucha tej reakcji. Jak miło ogląda się wycinanie fragmentów mojej wypowiedzi, aby całe moje uzasadnienie zakończenia części tego wątku zredukować do pozornie sprzecznych intencji i działań mojej osoby. :)

                  Może i kiedyś to by działało, ale wiedz, że ludzie zdolni są do rozwoju.

                  Ale omijając powyższe: rozpocząłem, Ty wszedłeś w ten taniec, i teraz proponuję wyjść, zanim rozrośnie się to do rozmiarów publicznego kabaretu, co?

                  >>> które po części (tej teistycznej) nie są niczym innym, jak tęsknotą za tatusiem,

                  Czyli potrzeby transcendencji, połączone z zaufaniem do autorytetów i niestabilnością emocjonalną?

                  >>>Nie znam gościa

                  Ciekawy typ. I wiele ciekawych twierdzeń.Nie tylko inteligentny ale i sporo w życiu widział sytuacji, do których "jego wersja duchowości" miała dobre zastosowanie.

                  >>>Przywołaj je, proszę.

                  Głównie fragmenty o moralności sytuacyjnej, i o różnicy między koncepcją Boga, jako ontologi, a krasnoludkami i bogami, jako folklorem.

                • ►►► No chłopie... Jak mogłeś odpowiedzieć na posta przed 22.10, skoro on napisany był właśnie tego dnia? (zresztą godzinę przed Twoją odpowiedzią). Podobnie kolejna odpowiedź, znalazła się godzinę po mojej. Porównując to, do odpowiadania na maile po przedziale czasu tydzień - dwa tygodnie, sam odpowiesz sobie skąd ten zarzut.

                  Aha. Czyli… Twój problem sprowadza się do tego, że odpisuję na wiadomości ( na Twoje maile w pierwszej kolejności) wtedy, kiedy mam czas…

                  Cóż, takim już jestem... skvrwysynem(?).


                  ►►► Nie czepiam się powolnego czasu odpisywania, wiem, że możesz być zajęty. Zastanawiam się tylko nad schematem i celowością Twojego działania.

                  Czyli masz problem z tym, że odpisuję na wiadomości wtedy kiedy mam czas, ale nie masz z tym problemu, ale irytuje Cię to na tyle, by prowadzić publiczne śledztwo n/t schematu i celowości takiego działania.


                  ►►►>>>Może się mylę, ale mam wrażenie że to Ty rozpocząłeś rozwodzenie się publicznie nad naszymi prywatnymi wiadomościami. <przewija kilka postów w górę> Tak, zdecydowanie mam takie wrażenie.
                  ►►► Ach tylko "ty" i "ty" :). Jak przyjemnie się słucha tej reakcji. Jak miło ogląda się wycinanie fragmentów mojej wypowiedzi, aby całe moje uzasadnienie zakończenia części tego wątku zredukować do pozornie sprzecznych intencji i działań mojej osoby. :)
                  Może i kiedyś to by działało, ale wiedz, że ludzie zdolni są do rozwoju.

                  Dobrze, że rozwinąłeś się na tyle, by w chronologicznym przestawieniu faktów dostrzegać manipulację.

                  Najważniejsze, że Twoje intencje i działania są tylko pozornie sprzeczne.


                  ►►► Ale omijając powyższe: rozpocząłem, Ty wszedłeś w ten taniec, i teraz proponuję wyjść, zanim rozrośnie się to do rozmiarów publicznego kabaretu, co?

                  Zanim? Musztarda po obiedzie.
                  Być może warto zastanowić się, jakie potrzeby załatwiasz sobie całym tym niedorzecznym i nieadekwatnym wątkiem.

                  Tyle z mojej strony.


                • >>>Być może warto zastanowić się, jakie potrzeby załatwiasz sobie całym tym niedorzecznym i nieadekwatnym wątkiem.

                  Potrzebę sprawdzenia prawdziwych motywów i celów publicznych działań mojego rozmówcy. Propagowanie prawdy i pomaganie innym uczestnikom, czy autopromocja.

                  >>>Tyle z mojej strony.

                  Więc jak tam Wojtysiak? Coś ustalaliście?

                  Pozdrawiam

                • "Skąd się to bierze – to bardzo obszerny temat. Jest to konsekwencja komplikacji mózgu, której zaawansowany stopień generuje anomalie typu samoświadomość, a ta z kolei – m.in. potrzeby „transcendentalne”, które po części (tej teistycznej) nie są niczym innym, jak tęsknotą za tatusiem, kiedy stajemy się dorosłymi ludźmi, ale nie do końca dojrzeliśmy do bycia ostatnim ogniwem w hierarchii rodzinnej, które nie ma już u kogo się schować ani do kogo poskarżyć, kiedy trudy życia je przerastają."

                  Doskonałe. Freudem zapachniało, ale to dobrze.

      • Roger, rzuć okiem i podziel się refleksją:
        https://thumbnails-visually.netdna-ssl.com/the-great-tree-of...

        • Bełkot, bełkot powszedni, doprawiony sosem bredni...Pan Bóg stworzył świat w siedem dni, pierwsi ludzie to Adam i Ewa, Ewa powstała z żebra Adama - I TYLE W TEMACIE...O tym że istnienie dinozaurów to komunistyczna mistyfikacja - porozrzucali kości na pustyni Gobi, pisałem już dawno

          • Te kości na pustyni Gobi to czyje były?

          • Ja mam pytanie: Czy Adam i Ewa mieli pępki?

            • A spier//dalajże

            • i zwal se konia ze dwa razy wpychając sobie jednocześnie palec w tyłek, jeśli sprawia Ci to przyjemność - "jesteś Pan zbiorem molekuł" i na molekuły się rozpadniesz - tyle Cię ateuszu czeka - ja jestem dzieckiem Boga i czeka mnie życie wieczne (a może nie) tego nie wiem - ale wierzę i przynajmniej mam NADZIEJĘ

              • AMEN. :D

              • Rogerek, żeby ci to "życie wieczne" ością w gardle nie stanęło, bo jesteś bardzo niegrzeczny i Pan Jezus codziennie na pewno płacze przez ciebie...

                Odkąd chrześcijanie wymyślili Piekło - nieśmiertelność jest za friko dla każdego i możesz wylądować w jednym kotle z Impactorem na całą wieczność - Szatan jest ponoć złośliwy ;D

                PS
                Wiesz, Rogerku, są miliony dowodów na naszą śmiertelność na cmentarzach i ani jednego na "życie po śmierci". Nie boisz się zrobić "błędu sapera"?

                Póki żyjemy, możemy coś próbować zrobić, chociaz wydaje się to strasznie abstrakcyjne, naciągane i utopijne (np. skończyć wojny, podziały itp. i wszystkie zasoby oraz 7 miliardów umysłów starać się skupić na rozwiązaniu problemu z naszą śmiertelnością).
                Czcza wiara niestety tylko zamydla rzeczywisty problem i nie rozwiązuje go. Łatwiej się żyje "na opium dla mas" , ale na końcu wszyscy będziemy śmierdzieć równo, a potem nic z nas nie zostanie - jak nasi dziadowie, pradziadowie itd....:(

                • Takim podejściem do życia zrównujesz się z amebą...Trudno, co zrobić, jaka rada ? Twój biznes - tylko nie popadnij w depresję i nie powieś się na klamce, zanim zaczniesz śmierdzieć i rozpadniesz się na atomy spontanicznie

                • "Takim podejściem do życia zrównujesz się z amebą..."

                  - Nie rozumiem Rogerku, bo ja przecież dostrzegam nasz największy, wspólny dla wszystkich, życiowy problem (czyli nieuniknioność śmierci) i chcę go rozwiazać. Natomiast ameba przyswaja i wydala całe życie, nie zdając sobie sprawy, ze jest w ciemnej d...e od dnia swoich narodzin i nic z tym nie może zrobić. Co ja więc mam wspólnego z amebą w kontekscie tej rozmowy?


                  "Trudno, co zrobić, jaka rada ? Twój biznes - tylko nie popadnij w depresję i nie powieś się na klamce, zanim zaczniesz śmierdzieć i rozpadniesz się na atomy spontanicznie"

                  - Rogerku, w depresje to ja popadam, gdy sobie uświadamiam, że być może stoimy (jako ludzkość a nawet i może osobiście) u bram nieśmiertelności i zamiast je otworzyć i wejść - walimy tylko w nie co najwyżej naszymi pustymi łbami.
                  Jeszcze niedawno, byc może, to był dobry pomysł, żeby "znieczulać się" złudzeniami religijnymi, gdyż i tak nie było rady na "śmierdzenie i rozpadnięcie się na atomy".
                  ale obecnie, gdy popatrzymy na nasz rozwój technologiczny, gigantyczne nadwyżki zasobów (np. tych trwonionych na rozwój technik zabijania), potencjał ludzki - 7 miliardów superkomputerow w naszych głowach, to ja nie wiem jakim cudem my wciąż czekamy "aż bomba pier-dol-nie", okłamując się i łudząc że mamy kontrole nad sytuacją, zamiast rzucić się do wspólnego rozwiązywania problemów ludzi i ludzkości.

                  W obecnych czasach religie, to prawdziwe "cywilizacje śmierci", które ciągną nas do zagłady pokolenie za pokoleniem, nie dając ANI JEDNEGO dowodu na to, że ich twierdzenia mają cokolwiek wspólnego z prawdą. a po swojej smierci, to Rogerku, raczej trudno złozyć reklamacje - jeszcze nikt nawet kartki "stamtąd" do nas nie wysłał.

                  Rogerek, uważam, że my-ludzie powinniśmy wreszcie dorosnąć i wziąć sprawy w swoje ręce - sami rozwiązać nasze problemy, bo żaden "niewidzialny święty Mikołaj" tego za nas nie zrobi, choćbyśmy nie wiem jak kurczowo w niego wierzyli. Żarty się skończyły i po nas (po naszej cywilizacji) może nie być tu już nigdy nic powyżej tej twojej ameby (bo np. broń masowej zagłady).

                  No dobra, a teraz idę ratować inny, łatwiejszy świat do ratowania od samozagłady (czyli grać w Wiesława 3), z browarkiem w ręce i zwojem zieleni w pysku. Tobie, Rogerku, zostawiam naszą biedną, skołataną Ziemię pod opieką. Tylko jej nie popsuj, ani nie zgub przez ten czas co mnie nie będzie, barania łąko...Pa;)

                • "No dobra, a teraz idę ratować inny, łatwiejszy świat do ratowania od samozagłady (czyli grać w Wiesława 3), z browarkiem w ręce i zwojem zieleni w pysku."

                  E, to ja mam gorzej, Egipt w nowym 'asasynie' to bagno prawie jak Polska dzisiaj :D

                • Przejdź się lepiej na różaniec - jeszcze 2 dni października zostały
                  P.S. może ty wraz z amebą jesteś w czarnej dupie - ja mam swojego Boga, obietnicę życia wiecznego i nadzieję - Ty zaś jesteś wegetem, który nie ma żadnych perspektyw po ustaniu czynności fizjologicznych

                • "Przejdź się lepiej na różaniec - jeszcze 2 dni października zostały"

                  - Jasne, Rogerek, już pędzę przesuwać kuleczki na sznureczku i spamować klepaniem w kółko pierdyliarda zdrowasiek...  Musiałbym chyba być kretynem, Roger, a "Bóg-Maryja" musiałby być niedorozwinięty, żeby czegoś takiego chcieć ode mnie. 


                  "P.S. może ty wraz z amebą jesteś w czarnej dupie"

                  - Rogerku, niezbite fakty są takie, że na końcu zarówno ja, jak i ty (oraz ameba w pewien sposób także) - narobimy pod siebie wszyscy troje tak samo. Bez żadnej róznicy, i bez związku w co tam które z nas wierzyło za życia. Taka prawda niestety...


                  " ja mam swojego Boga, obietnicę życia wiecznego i nadzieję"

                  - Gratuluję Rogerku, tylko...jakoś ci za bardzo nie zazdroszczę. Może dlatego, że nie potrafisz mi (ani nawet sobie;)) udowodnić, że to coś więcej niż sfera fantazji.
                  Sorki, Rogerku za te kolokwializmy, ale: "masz, to na pewno krzywe nogi jak..." i "obiecanki, macanki, a głupiemu staje" - tyle mniej więcej jest warte to co "masz" i  ta twoja obietnica. 


                  " Ty zaś jesteś wegetem, który nie ma żadnych perspektyw po ustaniu czynności fizjologicznych"

                  - Wcale nie Rogerku, bo ja też mam wierzenia na twoim poziomie, tylko nie opieram na nich swojego życia. Mam taką pozostawioną, zawsze otwartą furteczkę z tyłu głowy, pod nazwą "może jednak ktoś w jakiś sposób coś". Bo nie mamy całej wiedzy o świecie i "nic nigdy nie wiadomo" - czyli jest to taki argument z ignorancji, ale traktowany własnie tak jak na to zasługuje. To mój taki wentyl/bufor bezpieczeństwa psychicznego, żeby się niepotrzebnie nie stresować, bo to nie pomaga w rzeczywistym rozwiązywaniu problemów.

                  Powiem ci tak: albo będziemy myśleć indywidualnie i karmić się przeróżnymi wierzeniami bez pokrycia - a w konsekwencji umierać sfajdani pokolenie za pokoleniem. Albo zaczniemy myśleć społecznie i weźmiemy całą ludzkość za mordę, żeby spróbować rozwiązać nasze problemy ze śmiertelnością.

                  Musimy dojrzeć Rogerku i to jeszcze przed moim zgonem - taki mam plan ;P
                  Do kiedyś tam Rog, hejka;*

        • Zobacz proszę ten przejaw ignorancji lewandowskiego w kwestii ateizmu.
          No po prostu ręce opadają.
          Wrzucam to bo uważam, że warto zwrócić na to uwagę jak koleś się produkuję aby za wszelką cenę przekonać innych do odrzucenia poglądu ateizmu :D

          fragment artykułu:

          "Tak więc ateista nie jest w stanie wykazać czemu właściwie mamy przyjmować jego dyktat odwołujący się choćby do logiki. Każda przesłanka jaką ateista tu poda będzie oparta wyłącznie na jego akcie wiary. Przyjmijmy więc na wiarę logikę skoro ateista nie jest w stanie zaoferować nam w tej kwestii czegoś więcej niż jego wiara. To samo tyczy się nauki. Dochodząc jednak do uznania logiki na zasadzie aktu wiary ateista niewiele w tym momencie sobie pomaga, a wręcz pogarsza tylko swoją sytuację. Z punktu widzenia logiki rozumowanie oparte na braku przesłanek jest bowiem rozumowaniem niekompletnym. A przecież ateista stwierdza właśnie, że ateizm opiera się na braku przesłanek za teizmem. Jeśli ateista twierdzi, że ateizm nie potrzebuje dowodów lub powodów, to zajmuje stanowisko, które nie ma ani dowodów, ani logicznej podstawy. W tym wypadku ateizm jest stanowiskiem przyjętym na ślepą wiarę.

          Tak więc reasumując - ateista mniema, że ateizm to argument polegający na braku argumentu. Ciekawe i oryginalne jest to stanowisko, biorąc pod uwagę zwłaszcza jego ewidentną niespójność."

          Hmm...ateizm aktem "wiary" a to dobre, koleś ewidentnie lubi sobie robić ideologię z ateizmu.

          Czytaj więcej na: http://lewandowski.apologetyka.info/ateizm/na-czym-wasciwie-...

  • Użytkownik brk91 napisał(a) w komentarzach pod blogiem, dlatego przenoszę rozmowę tutaj:
    ------------------------------------------------------------ ------------------------------------------------------------ --------------------
    Propsuję, że zachęcasz ludzi do merytorycznej dyskusji tylko portal hmmmmm...średnio trafiony, ale rozumiem twoje intencje. Na tym forumku masz mocną siłę przebicia, bo rozgarniętych jest jeden na sto (bardzo życzeniowo). Zbierasz tu głównie plewy. Niemniej pomagasz ludziom zająć stanowisko, być może doprowadzi ich to do głębszych rozważań.

    Fakt jest tylko jeden. Świat idzie w kierunku zeświecczenia i nic się w tym temacie nie zmieni, będzie tylko gorzej aż do upadku cywilizacji.
    Dlaczego agnostycy/ateiści sądzą, że są mniejszością? przecież przewaga jest totalnie miażdżąca. Bóg dla mas? to jest absurd, NIELOGICZNY absurd. Przecież masa to niewiara.

    Prowadzisz mocny blog, ale nie zauważyłeś jednego. Osoba rozgarnięta i otwarta na dyskusję może szybko się zniechęcić do wymiany poglądów z tobą (mimo, że na pierwszy rzut oka widać, że jesteś bardzo inteligentną i oczytaną osobą).

    Przykład.

    ➊ * Obrona teistów oraz O przyczynach wiary.
    Dlaczego to, że ktoś wierzy w bogów, nie oznacza automatycznie że jest idiotą, lub osobą chorą psychicznie?

    to jest gorsze niż atak lebiod z jutuba. Zero poziomu. Przecież ty od początku stawiasz się nad drugim użytkownikiem i traktujesz go z góry, powierzchownie.
    A jeśli oczekujesz debilnej odpowiedzi to wyobraź sobie, że żyli tacy ludzie jak Newton, Planck, Pasteur, Pascal, Babbage, Sandage, Townes, Eccles, James Clerk Maxwell i wielu, wielu innych. Nie wiem naprawdę co miałeś na myśli.

    "⑳ * Cudowność i przykładowy sens istnienia we wszechświecie pozbawionym bogów i życia po śmierci"

    Dziękuję ci za ten wpis. Możliwe, że to najlepsze zdania jakie przeczytałem od osoby w 100 % zdeklarowanej w stronę ateizmu. Dla mnie to jest kapitalny przykład ateizmu, jakby kanon. Choć szanuję, doświadczenia życiowe skłaniają mnie jednak ku innej postawie. Wasza postawa jest dla mnie zbyt prosta, zbyt oczywista do zaakceptowania. Wiara wymaga dużej odwagi.
    ------------------------------------------------------------ ------------------------------------------------------------ --------------------



    ➤➤➤ Propsuję, że zachęcasz ludzi do merytorycznej dyskusji tylko portal hmmmmm...średnio trafiony, ale rozumiem twoje intencje. Na tym forumku masz mocną siłę przebicia, bo rozgarniętych jest jeden na sto (bardzo życzeniowo). Zbierasz tu głównie plewy. Niemniej pomagasz ludziom zająć stanowisko, być może doprowadzi ich to do głębszych rozważań.

    Kwestia motywacji wyboru portalu była już wielokrotnie omawiana. Poszukasz, znajdziesz.

    A co do zbierania tutaj plew:
    • umknął Ci jeden z największych działów mojego bloga, czyli "Ⅶa. Argumenty apologetyczne", który przedstawia najbardziej wyszukane i opracowane największym nakładem sił apologetycznych argumenty teistyczne?
    • umknęły Ci moje rozmowy na portalach typu wiara.pl (pełnego samozwańczych ekspertów), sfinia (forum filozoficzne tworzone przez śmietankę polskiej apologetyki), czy choćby nagranie dyskusji z księdzem profesorem Uniwersytetu Jana Pawła II, dostępne na youtube? Bo jeśli Ci one nie umknęły, to nie bardzo rozumiem Twój zarzut.
    • robię to co robię od 10 lat i moje doświadczenie jednoznacznie pokazuje, że zawodowi apologeci, ojcowie kościoła, oraz tuzy filozoficzne nie są w stanie przedstawić argumentacji na poparcie twierdzeń teistycznych, która byłaby mniej błędna, niż argumentacja przeciętnej osoby z filmwebu
    • jeśli sam uważasz się za „rozgarniętą”, lub taką osobę znasz, to bardzo chętnie poznam Twoją argumentację i zostanę wierzącym, jeśli okaże się bezbłędna


    ➤➤➤ Fakt jest tylko jeden. Świat idzie w kierunku zeświecczenia i nic się w tym temacie nie zmieni, będzie tylko gorzej aż do upadku cywilizacji.

    Czyli marginalizacja bezpodstawnych i/lub demonstrowalnie fałszywych wierzeń religijnych, upośledzających zdolność odróżniania dobra od zła i podejmowanie możliwie najlepszych decyzji, przyczynić się ma do pogorszenia stanu cywilizacji?
    A wydawałoby się, że jest odwrotnie...


    ➤➤➤ Dlaczego agnostycy/ateiści sądzą, że są mniejszością? przecież przewaga jest totalnie miażdżąca. Bóg dla mas? to jest absurd, NIELOGICZNY absurd. Przecież masa to niewiara.

    Przewaga argumentacyjna owszem, ale liczbowa? Być może powinnaś przyjrzeć się jakimkolwiek statystykom, nim wydasz sądy tak jaskrawo sprzeczne z rzeczywistością.



    ➤➤➤ Prowadzisz mocny blog, ale nie zauważyłeś jednego. Osoba rozgarnięta i otwarta na dyskusję może szybko się zniechęcić do wymiany poglądów z tobą (mimo, że na pierwszy rzut oka widać, że jesteś bardzo inteligentną i oczytaną osobą). Przykład:
    „➊ * Obrona teistów oraz O przyczynach wiary - Dlaczego to, że ktoś wierzy w bogów, nie oznacza automatycznie że jest idiotą, lub osobą chorą psychicznie?”
    ➤➤➤ to jest gorsze niż atak lebiod z jutuba. Zero poziomu. Przecież ty od początku stawiasz się nad drugim użytkownikiem i traktujesz go z góry, powierzchownie. A jeśli oczekujesz debilnej odpowiedzi to wyobraź sobie, że żyli tacy ludzie jak Newton, Planck, Pasteur, Pascal, Babbage, Sandage, Townes, Eccles, James Clerk Maxwell i wielu, wielu innych. Nie wiem naprawdę co miałeś na myśli.

    Hmm… nie rozumiem. Albo nie zrozumiałaś tytułu tego punktu i nie kliknęłaś nawet w link, żeby zobaczyć co jest tam napisane, albo nie wiem o co chodzi.

    Zdajesz sobie sprawę, że to ja tłumaczę tam komuś, że wiara w bogów nie oznacza że ktoś jest głupi, i że była cała masa bardzo inteligentnych i mądrych ludzi, którzy przysłużyli się dla ludzkości, wierząc jednocześnie w boga?
    Rozumiesz to, prawda?
    Więc jeszcze raz: co konkretnie nazywasz zerowym poziomem, atakiem lebiod i stawianiem się nad innym?
    Bo nie wiem naprawdę co miałaś na myśli.


    ➤➤➤"⑳ * Cudowność i przykładowy sens istnienia we wszechświecie pozbawionym bogów i życia po śmierci"
    ➤➤➤Dziękuję ci za ten wpis. Możliwe, że to najlepsze zdania jakie przeczytałem od osoby w 100 % zdeklarowanej w stronę ateizmu. Dla mnie to jest kapitalny przykład ateizmu, jakby kanon. Choć szanuję, doświadczenia życiowe skłaniają mnie jednak ku innej postawie. Wasza postawa jest dla mnie zbyt prosta, zbyt oczywista do zaakceptowania. Wiara wymaga dużej odwagi.

    Zaraz, zaraz… Znowu się zgubiłem..

    Wierzenie, że nie jesteś nic nie znaczącym pyłkiem, lecz centralnym elementem stworzenia, uczynionym na podobieństwo doskonałego twórcy wszechświata, który Cię kocha, obserwuje 24h na dobę i po śmierci nie czeka Cię nicość, tylko życie w krainie wiecznego orgazmu, gdzie spotkasz na nowo wszystkich swoich bliskich i zdechłe kotki…

    To jest to, co nazywasz odwagą?

    Bo mnie bardziej wygląda to na cumel.


    ➤➤➤ Wasza postawa jest dla mnie zbyt prosta, zbyt oczywista do zaakceptowania.

    Czyli „postawa ateistyczna” jest dla Ciebie na prosta i oczywista, dlatego… wybierasz… coś przeciwnego...?

    Nie jestem przekonany, że dobrze przemyślałeś swoje poglądy.


  • impactor, kilka pytań: czy zabijałbyś chrześcijan, i czy byś ich tępił? czy wg ciebie każde życie ludzkie jest warte? czy wg ciebie chrześcijanie i ateiści mogą żyć ze sobą w zgodzie?
    I czy wg ciebie jest szatan? Chociaż nie wierzysz w Boga.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: